Wiersz Słonimski Antoni - Krew i woda
Portal Internetowy Nowej Generacji Duno.plWiersze, poezja
Piątek, 19 kwietnia 2019 Alfa, Leonii, Tytusa

Słonimski Antoni - Krew i woda




Przybiegła do mnie drżąc i pyta w niepokoju:
-Ty śpisz? Czy słyszysz? - Rzekłem: - Słyszę. -
Lampionów chińskich rząd nad wodą się kołysze
I żab ogromny chór rozlega się w pokoju.

Na chłodną biel poduszki księżyca pada światło,
Przedsennych spraw przeminął ciężar w mózgu.
W szumie bijących fal o stopy moje bluzgu,
To wszystko lekko tak, tak mi przychodzi łatwo.

Zakryj, o luba, biel twej nogi obnażonej.
Odsuwam duszność ścian, już pokój nie wystarcza.
W niewolę wzięła mnie księżyca blada tarcza
I szkocki dziki traf sukienki twej zielonej.

Nie zbliżaj do mych ust mokrego twego ciała.
Kolumne białych nóg oddechem pachną morza,
Już się to stało raz! Już kiedyś takeś stała.
O wodo zimna, przyjdź w gorąco mego łoża!

Jeszcze w podmiejskim marzyłem ogrodzie,
Białe łabędzie gdym karmił chlebem,
O roztańczonej i słonej wodzie,
Co szumi w pędzie pod czystym niebem.

W czerwcowe rano, w wonnym upale
Znów się nurzałem w cichym zamęcie,
Gdy mi twe pierwsze dało objęcie
Łzy twej smak i krwi twej fale.

Nie budź mię wcale. Nie budź, niech chlusta
Potok wezbrany. Usnę bez słowa.
Tak bardzo znowu boli mnie głowa.
Słono mi w ustach, pełne mam usta!
Bądź zdrowa!

← Wstecz

O nas | Reklama | Dla prasy | Kontakt | Regulamin
Serwis korzysta z plikow cookies. Dowiedz sie wiecej
Copyright © 2007-2009 Duno.pl Wszelkie prawa zastrzezone.