Wiersz Miciński Tadeusz - Kain
Portal Internetowy Nowej Generacji Duno.plWiersze, poezja
Wtorek, 16 lipca 2019 Eustachego, Mariki, Mirelli

Miciński Tadeusz - Kain




KAIN



Wyszła mi z boru w złocie warkoczy

z twarzą indyjskiej Bogarodzicy

w błękitnych iskrach w srebrnej przeźroczy

nadksiężycowej wiesczczka świątnicy...

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy

ach, i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.



Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,

jak Samum, gdy się wichrami rozuzda

tak we mnie otchłań gwiazdami przetkana

leciała w państwo słoneczne Ormuzda.



Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy

ach, i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.

Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,

zdradny labirynt ni królewskie ramię

miłość zwycięży wszystko wszystko złamie

ale nie miłość druga do pasterza.



Wiec Śmierć przyzwałem i śmierć odtąd żyje

i wszechświat cały grobowcem przywarła



czuje mdły powiew

w oczeretach gnije

z tęsknoty u nóg mych umarła.

Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos

nad śniącą rzeką schyliły się drzewa

wiatr cicho płacze ptak mogilny śpiewa

to los mój los!...

głębiny tajne pruć

milczenia głuche mącić

jako stracona lódź

od brzegu się odtrącić

mieć gwiazdy gwiazdy rzucić

i tylko piosnkę nucić

to los mój los!...

← Wstecz

O nas | Reklama | Dla prasy | Kontakt | Regulamin
Serwis korzysta z plikow cookies. Dowiedz sie wiecej
Copyright © 2007-2009 Duno.pl Wszelkie prawa zastrzezone.